Życzliwość w praktyce

Po co życzliwość i empatia w praktykowaniu uważności? Czy to nie zbyt samolubne tak wciąż skupiać się na sobie? Jakie to ma znaczenie?

Aby to zrozumieć trzeba spojrzeć na praktykę uważności długofalowo. Kiedy nabierzesz nawyku pielęgnowania przyjaźni wobec siebie, to z czasem mimowolnie obdarzać zaczniesz tym także innych. Trudno jest dawać ludziom szczerze coś, czego nie mam. Można zachowywać pozory, zakładać maski, jednak to nigdy nie będzie autentyczna życzliwość. Pielęgnując w sobie przyjaźń i życzliwość wobec siebie, niwelowany zostaje wewnętrzny lęk i poczucie winy. Zaczynasz emanować szczęściem, współczuciem i kreatywnością i na tym korzysta całe twoje otoczenie. Praktykowanie Zaprzyjaźnienia z czasem może stać się elementem codzienności, podobnie jak inne elementy uważności. Sprawdź, czy potrafisz napełnić swoje życie empatią. To nie łatwe zadanie. Wielu sprawia wrażenie samolubnych i zimnych bez cienia życzliwości. Spróbuj i zobacz co się stanie. Może z czasem zaobserwujesz, że są tacy jak wszyscy. Brną przez życie, usiłują znaleźć szczęście i poczucie sensu. Sprawdź czy możesz wczuć się w ich położenie.

Wyzwalacz z nawyku 

Możesz wypróbować jeden lub oba, decyzja należy do ciebie.

1. Ponowne sięgnięcie po swoje życie

Przypomnij sobie czas, w którym twoje życie było spokojniejsze, stabilniejsze, bardziej poukładane. Odtwórz w pamięci ten czas i wydobądź z pamięci jak najwięcej szczegółów z tamtego okresu. Co wtedy było inaczej? Jakie czynności, zajęcia, rzeczy robione w tamtym czasie samemu (czytanie, słuchanie muzyki, uprawianie sportu) lub z innymi (gry planszowe, wyjścia do kina, teatru, kawiarni).

Wybierz jedno z takich zajęć i zaplanuj w najbliższym czasie. Nie ważne ile czasu będzie trwało, parę minut czy godzin, ważne będzie czy nie znaczące, związane z innymi osobami lub nie. Liczy się tylko to, byś na nowo skontaktował się z ta częścią siebie, która poszła w zapomnienie. Może wydaje ci się, że utraciłeś to bezpowrotnie, tym bardziej zrób to i zobacz co się stanie. Powtarzaj to w najbliższym czasie.

2. Zrób dobry uczynek

Po co? A czemu nie? Dlaczego by nie wykonać jakiegoś aktu życzliwości? Nie musi to być nic dużego. Pomoc w sprzątnięciu biurka koledze, pomoc sąsiadce we wniesieniu zakupów itp. Skończysz czytać gazetę w autobusie, oddaj ja komuś. Myślę, że znajdziesz jakieś inne pomysły na to jak to zrobić. Życzę powodzenia :)

instrukcja obsługi siebie c.d.

Umysł dla celów dydaktycznych pozwolę sobie przyrównać do komputera, chociaż wiem, że nie każdy to lubi. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to jak zobaczycie korzyści płynące z tego porównania. A więc znaną prawdą jest, że wszystko zaczyna się w umyśle. Jest to dobrze wyposażony komputer, jednak większość z nas nie potrafi w pełni go wykorzystać bo pracuje na przestarzałym oprogramowaniu. Potrafimy używać programów analitycznych do oceniania, myślenia, planowania, wyszukiwania wspomnień w celu znalezienia rozwiązania. Umysł posiada także opcję świadomość, co to znaczy? Otóż wiemy, że myślimy. Potrafimy mówić by porozumieć się z drugim człowiekiem ale ze światem porozumiewamy się za pomocą zmysłów, bezpośrednio. Zmysłowo odbieramy szum liści na wietrze, rechot żab i śpiew ptaków, dotyk morskiej wody na skórze i zapach kwitnących bzów, bez słów rozumiemy też uśmiech kochanej osoby. Sercem a tak naprawdę ciałem odbieramy świat tak samo jak głową. Świadome doświadczanie jest czymś więcej niż myślenie, to bycie obserwatorem i moderatorem. Nasza świadomość to my zasiadający przy komputerze i robiący użytek z wszystkich zasobów jakie mamy do dyspozycji. Wyszkolona świadomość jest w stanie wyłapać, które programy należy uaktualnić, a z którymi się rozstać lub w najlepszym razie zarchiwizować. Zaczynamy widzieć schematy myślowe wyprodukowane w dawnych czasach, nieadekwatne do obecnej sytuacji. Szkodliwe dla nas i wpędzające nas w spirale negatywnego myślenia.

Praktykując uważność rozjaśniamy nasz umysł i zaczynamy widzieć świat czystą świadomością i otwartym sercem. Z tej pozycji jakby siedząc przed komputerem, doświadczamy widząc na monitorze nasze myśli i uczucia w momencie, gdy pojawiają się. Przestajemy być niewolnikami natychmiastowej reakcji na bodźce, najpierw obserwujemy a następnie świadomie decydujemy, co zrobimy w danej sytuacji. Praktyka uważności skłania do większej cierpliwości i współczucia wobec samego siebie, uczymy się jak przestać traktować smutek i inne trudności jako problemy do rozwiązania. Mając wyćwiczoną świadomość dajemy sobie czas i przestrzeń do wybrania właściwych „programów”. Do niektórych problemów zastosujemy zdolność logicznego lub analitycznego myślenia, do innych podejdziemy emocjonalnie i zrobimy tak, jak czujemy,  że będzie dla nas najlepiej. Nieraz należy posłuchać intuicji a kiedy indziej włączyć kreatywność a niekiedy zostawić sprawy swojemu biegowi i tylko przyglądać się i czekać.

Praktyka uważności działa w dwóch wymiarach. Pierwszy to seria ćwiczeń nazywanych też medytacjami. Przykład podałam jako minutowa medytacja i to warto robić kilka razy dziennie, z czasem podam inne. Drugim wymiarem jest dążenie do zerwania z pewnymi nieświadomymi, zwyczajowymi sposobami myślenia i zachowania, powstrzymującymi cię przed pełnią życia. Ten wymiar to odkrywanie przestarzałego oprogramowania i uaktualnianie go. Wiele myśli z programu wewnętrznego krytyka bierze się z nawykowego sposobu myślenia i działania. Zdziwisz się jak wiele zyskasz dzięki małym zmianom. Jak to zrobić? Z nawykami zrywa się łatwo i bezpośrednio. Jeżeli masz swoje stałe miejsce gdzie zasiadasz codziennie to po prostu je zmień i zacznij obserwować otaczający cię świat z innego miejsca. Zmień drogę, którą idziesz codziennie do szkoły, pracy, na zakupy itp. Wyłącz telewizor i zacznij obserwować co się dzieje gdy on jest wyłączony. Świadomie przyjrzyj się swoim myślom gdy w domu zapada cisza. Można też zasiać jakieś nasionko i obserwować co z niego wyrasta lub pożyczyć na kilka dni zwierzątko od znajomego i zaopiekować się nim. Może to być cokolwiek innego, co wyrwie was z codziennej rutyny. Liczę na waszą kreatywność i pomysłowość. Podzielcie się z obserwacjami, co się dzieje gdy rzucacie wyzwanie nawykom?

Ja zazwyczaj odkrywam rzeczy, których dotąd nie spostrzegałam i widzę świat jakby nowymi oczyma. Te same miejsca zyskują nową jakość i koloryt. Po latach praktykowania uważności zauważyłam, że chętnie i celowo zmieniam miejsce w sytuacjach powtarzających się, np. na szkoleniach, czy warsztatach w stałej grupie. Za każdym razem odkrywam w sobie coś nowego.Zmieniając trasy swoich spacerów odkrywam wciąż na nowo moje miasto. Nigdy nie jest tak samo i nagle w banalnych czynnościach odkrywam bogactwo różnorodności

Aby odnieść korzyści z praktykowania uważności zaleca się codzienne stosowanie ćwiczeń i świadome wychodzenie z nawyków. Pamiętajcie jednak, że aby odsłonić 100 procent Waszego potencjału, musi upłynąć trochę czasu. Łatwiej będzie jak zechcecie dzielić się swoimi odkryciami na bieżąco i tym samym wspierać się nawzajem w drodze do siebie. Jeśli pójdziesz nią, zaczniesz znajdować spokój i szczęście.

c.d.n.

Religia = szczęście?

Bajka o porcelanowej filiżance była inspirowana jedną z moich znajomych. Była mi szczególnie bliska z kilku względów. Po pierwsze, wyczuwałam w niej jakąś bliskość (po bliższym poznaniu okazało się, że podobnie jak ja jest DDA), po drugie ona i jej mąż byli dla mnie autorytetami na tamten czas. Bardzo byłam wtedy religijna i starałam się żyć przykładnie i w zgodzie z zasadami. Ich małżeństwo stanowiło dla mnie niedościgniony wzór. Bardzo wtedy jeszcze wierzyłam, że szczęście jest mocno skorelowane z religijnością. Praktykowałam wtedy z dużą gorliwością. Wierzyłam, że mój alkoholik również poczuje zaangażowanie i będziemy stanowili zjednoczoną rodzinę. Wtedy jeszcze terapie psychologiczne nie były popularne. Religia miała dla mnie ogromne znaczenie, jednak po jakimś czasie zauważyłam, że nie wystarcza i nie tłumaczy istoty uzależnień. Długo się wahałam, choć już wtedy miałam informacje z różnych źródeł, że potrzebuję również terapii. Pamiętam jak poprosiłam tych znajomych, by pomogli podjąć mi decyzję. Znali naszą sytuację i też leżało im na sercu, byśmy byli szczęśliwi. Pokazałam im ten artykuł, o którym wspomniałam w jednym z początkowych wpisów i to, co tam było napisane o współuzależnieniu i syndromie DDA. To się tak jakoś złożyło, że pomyliłam godziny i czekając na ich przyjście czytałam właśnie ten artykuł. Pokazałam im co tam wyczytałam i zapytałam, co o tym sądzą. Ku memu zdumieniu usłyszałam, że ona wywodzi się z rodziny alkoholowej. Od niego usłyszałam, że jeżeli kogoś boli kolano to idzie do lekarza, a nie przykłada książki z modlitwą do bolącego miejsca. Podobnie jest z zaburzeniami wynikającymi z uzależnienia, to trzeba leczyć. Do dziś jestem mu wdzięczna za te słowa. Wykazał się dużą mądrością i dalekowzrocznością.
W miarę upływu terapii widziałam coraz więcej w swoim otoczeniu skutków szeroko pojętego alkoholizmu. Tak też się stało w przypadku tej pary. Pisząc bajkę o filiżance bardzo chciałam uzmysłowić jej, jak bardzo się nadwyręża i nadużywa. To kobieta bogata w mnóstwo zasobów i niezwykle zdolna. Podziwiałam niejednokrotnie jej zdolności intelektualne. Dziwiłam się dlaczego nie podjęła studiów z takimi możliwościami. Zazdrościłam jej analitycznego umysłu, znakomitej pamięci i bystrości. Do tego była nieprzeciętnie pracowita. Pomimo tych przymiotów zajmowała się domem i rodziną. Szanowałam jej decyzję i byłam pełna podziwu dopóty, dopóki nie zaczęłam w tym dostrzegać przejawów dysfunkcji wyniesionej z domu rodzinnego. Pisząc bajkę o filiżance myślałam o niej i płakałam. Za nic w świecie nie chciałam jej urazić. Modliłam się, by odebrała to zgodnie z moją intencją. Z drżącym sercem dałam jej bajkę do przeczytania. Czekałam z niepokojem na jej reakcję. Widziałam, że nie chce o tym mówić ale w końcu przyznała się, że płakała jak czytała. Nie miała mi tego za złe.
Po latach widziałam, że coś niedobrego się z nimi dzieje. Bardzo mi na nich zależało, chociaż nie byliśmy przyjaciółmi, którzy wspólnie spędzają czas. Parę razy odwiedziliśmy się, ale bez zażyłości. Doświadczyliśmy dużo pomocy różnego rodzaju w momentach kryzysowych. W moim sercu są do dziś, chociaż od wielu lat się nie widzieliśmy. Widząc że oddalamy się od siebie, napisałam drugą bajkę z myślą o nich. Pisanie bajek okazało się sposobem na pokazanie czegoś, co widzę, a nie bardzo mam jak to powiedzieć. W następnym wpisie będzie bajka o moim sercu.

c.d.n.