Wartości c.d.

    Przyjaźń miała dla mnie od zawsze duże znaczenie. Jako dziecko marzyłam o niej i nie dane mi było jej zaznać. Miałam koleżanki, nie byłam odludkiem, ale z nikim nie łączyła mnie przyjaźń. Z koleżankami spotykałyśmy się często, jednak po jakimś czasie te znajomości rozpływały się. Prawdopodobnie bywałam rozczarowana, ale chyba nie dopuszczałam tego uczucia do głosu. Pod koniec szkoły podstawowej zaangażowałam się w relację z koleżanką z klasy równoległej i razem postanowiłyśmy stworzyć klub w piwnicy w bloku, w którym mieszkała. Byłam zachwycona tym projektem, z oddaniem zaangażowałam się w prace porządkowe. Fajna była to zabawa i miałam wrażenie, że zostajemy przyjaciółkami. Miałam do tego podstawy, gdyż bywałam w jej domu i czułam się tam mile widziana także przez jej rodziców. Jej tata był lekarzem i wizyty w tym domu miały znaczenie dla mojego rozwoju, gdyż zdarzało mi się z nim rozmawiać i bardzo to lubiłam. Klub w piwnicy przez jakiś czas działał i nawet było fajnie. Rok szkolny dobiegł końca, a my byłyśmy umówione, że w czasie wakacji przyjadę do niej na urodziny.

    W czasie wakacji wyjeżdżałam z rodzicami i pomagałam w ich biznesie sezonowym. Na te urodziny to przyjechałam specjalnie i kupiłam kwiaty i prezent. Szłam z radością, że spotkamy się po długim czasie. Pod blokiem już słyszałam głosy i dźwięk muzyki dochodzące z otwartego okna. Dzwonię do drzwi i ku mojemu zdziwieniu otwiera jej mama i mówi, że jej nie ma, gdyż wyjechała. Byłam tak zaskoczona, że zatkało mnie. Odwróciłam się i odeszłam i nigdy nie dowiedziałam się o co tak naprawdę w tym chodziło. Spotkałam ją po latach i rozmowa z nią uzmysłowiła mi, że nie byłam dla niej tym, kim ona dla mnie.

    Szkoła średnia obfitowała w mnóstwo znajomości. Byłam dosyć aktywna i miałam dużo koleżanek i podobnie jak w tamtym przypadku bardzo się angażowałam, ale żadna z nich nie przeszła w przyjaźń. Nie czułam się samotna, ale miałam potrzebę bycia z kimś blisko, komu mogłabym o wszystkim powiedzieć. Taką rolę pełniły pamiętniki, a koleżanki pozostały koleżankami do dzisiejszego dnia.

    Po skończeniu szkół gdy zaczęłam pracować, no swej drodze zawodowej spotkałam jedną z koleżanek ze szkoły podstawowej. Zaczęłyśmy się spotykać i polubiłyśmy się. Bardzo się starałam i doceniałam tę przyjaźń. Byłam na każde jej skinienie, zaangażowałam się bez reszty, rozmawiałyśmy o wszystkim, tak przynajmniej mi się wydawało, szczerze i bez zahamowań. Przyjaźń trwała kilka lat i jakież było moje zdziwienie gdy wyjechała do rodziny za granicę i po paru miesiącach z listu dowiedziałam się, że zostaje tam na stałe. Byłam zrozpaczona, bardzo tęskniłam i przeżywałam żal po stracie, gdyż ona nie rozumiała jak ważny był dla mnie kontakt z nią i w jednym z listów napisała bez ogródek, że nie chce jej się pisać listów. Długo nie mogłam się z tego otrząsnąć i bardzo to przeżywałam. Potem już nie było tak samo i ilekroć przyjeżdżała i spotykałyśmy się, widziałam podobnie jak w poprzednim przypadku, że ja nie byłam dla niej tym samym, co ona dla mnie.

    Dzisiaj wiem, ze moje podejście do przyjaźni wynikało ze współuzależnienia jakie wyniosłam z domu. Nadmierne zamartwianie się o innych i poświęcanie się bez reszty  nie przysparza przyjaciół, pomimo iż są to dobre cechy. Więc w czym rzecz?

    Pierwsza terapia zwróciła moją uwagę na siebie i swoje potrzeby. Jak nauczyłam się je zaspokajać to łatwiej mi było rozumieć innych i przestałam mieć wygórowane oczekiwania wobec przyjaciół. Nie ma opcji by ktoś lepiej ode mnie wiedział jak zaspokajać swoje potrzeby. Dopóki ich nie znałam, to bardzo pragnęłam ich zaspokojenia, bo one się tego domagały. Tak już jest z potrzebami i dopóki nie jesteśmy ich świadomi, to oczekujemy zaspokojenia jak dziecko. Myślę, że na relacje z koleżankami przenosiłam swoje zachowania z domu i nie każdemu one musiały odpowiadać.

    Gdy zrozumiałam, że za zaspokojenie swoich potrzeb jestem odpowiedzialna ja sama, zaczęłam inaczej żyć i inaczej podchodzić do relacji z ludźmi. Nagle okazało się, że mam przyjaciół którzy zabiegają o moje towarzystwo. Dzisiaj nie oczekuję dozgonnej przyjaźni i wdzięczności za swoje poświęcanie, gdyż zamiast poświęcać się, zaczęłam z ludźmi się dzielić. Wygląda to tak, że daję swój czas i uwagę bez oczekiwania wzajemności ale robię to wtedy, gdy swoje sprawy mam ogarnięte, a nie tak jak kiedyś, że rzucałam wszystko i leciałam jak karetka pogotowia na sygnale, by ratować komuś życie. Moim relacjom przestało towarzyszyć poczucie misji, a bardziej jest to proces wymiany między dwiema równowartościowymi osobami. Czuję się tak samo wartościowa jak każdy inny człowiek i to samo myślę o innych, że są równie jak ja wartościowi. Jednak wiem, że nie wszyscy muszą się zachwycać mną i ja również nimi.

    Odkąd mam robry kontakt ze swoimi uczuciami, to one mi mówią z kim mi po drodze, a z kim niestety nie. Przyjaźnie bywają krótkotrwałe i długoterminowe. Nieraz czuję się w przyjaźni z kimś obcym i przygodnie spotkanym. Wystarczy szczera rozmowa i wymiana doświadczeń i robi się ciepło na sercu z obcą osobą. Przestałam kategoryzować czy ktoś jest, czy nie jest przyjacielem a bardziej czuć, czy jestem w przyjaźni czy nie. Nawet nie staram się tego nazywać, bo to bywa płynne. Dzięki takiemu podejściu nie przeżywam rozczarowań, a mam uczucie, że otacza mnie przyjazny świat, który mi sprzyja w moich poczynaniach. Wiem na pewno, że przyjaciółmi są: mój mąż i dzieci a także ludzie spotykani we wspólnocie a i bywa, że niektórzy z moich klientów pomimo iż zachowujemy formę „per Pan/Pani”.

    Często bywa, że przez jakiś czas łączy mnie z kimś wspólny cel, a potem drogi się rozchodzą albo widzę się z kimś raz na kilka lat i nadal jest to przyjaźnią. Staram się dbać o relacje z przyjaciółmi, dążąc do równowagi w dawaniu i braniu. Już wiem, że nadmierne dawanie i wręcz poświęcanie się jest manipulacyjne i przemocowe. We wszystkim musi być równowaga, zarówno w dawaniu jak i przyjmowaniu.

c.d.n.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

2 Komentarze

  1. Dziekuje ci za ten wpis. Wlasnie wczoraj o tym wieczorem myslalam.
    Mi jest trudniej wytrwac w relacjach bo nikt mnie tego nie nauczyl. Po czesvi sie zachowywalam jak wspoluzalezniona a po czesci rywalizowalam itd.
    Teraz juz staram sie nie rywalizowac, walczyc ( bo wiem ze to moja niska samoocena i zle zdanoe o sobie do teho pcha), bardziej jestem wyrozumiala ale ciagle trudno przychodzi mi asertywne zachpwanie. Bo nie umiem znalezc srodka. Albo jestem zbyt wyrozumiala albo zbyt ostra. A ze chce byc postrzegana dobrze to sie sama ograniczam. Trudno mi idzie nauka.
    A wczoraj myslalam o tym bo ka glownie mam kolegow a to mnie czasem meczy. Bo nie moge o babskich rzeczach rozmawiac. Ale moze z czasem sie to zmieni.

  2. Dzięki za przedstawienie innego punktu widzenia. U mnie rywalizacja uruchomiała się w relacjach z mężczyznami dopóty, dopóki nie dostałam od nich we wspólnocie ogromnego wsparcia w trakcie studiów. Dzisiaj płeć nie gra roli, ważniejsze jest, czy nadajemy na tej samej fali.

Odpowiedz na „~AbilakiAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.