Akceptacja

    Po dwóch latach rozpoczęłam roczny kurs z ustawieniami Re – wizja. Z jednej strony uczyłam się czegoś nowego, a z drugiej uczestniczyłam w grupie rozwojowej. Po jakimś czasie zauważyłam, że nie mam ochoty na żadną naukę, tylko na przeżywanie.  To było idealne miejsce. Wcześniej opisywałam ze szczegółami różne ustawienia. W kontekście żałoby miało to dla mnie szczególne znaczenie. Terapeuta prowadzący dawał duże poczucie bezpieczeństwa i to było dla mnie najważniejsze.

    Po rożnych rolach pokazujących rozpacz, przyszła kolej na siłaczki, a potem na dzieci. Przez dość długi czas czułam się jak dziecko pozwalając innym zaopiekować się sobą i samej też będąc wobec siebie bardziej wyrozumiałą. Przestałam od siebie nieustannie wymagać jakiegoś postępu. Zostawiłam wszystko tak, jak jest. Wcześniejsze uczestnictwo w medytacjach pomagało mi utrzymywać dystans. Tak naprawdę przez długi czas nie miałam dość energii na wiele spraw. Żałoba nauczyła mnie, że można inaczej. Żyję wolniej i dokładniej. Czerpię radość i energię z drobiazgów i chwil. Nie rzucam się z motyką na słońce, tylko małymi kroczkami sukcesywnie realizuję swoje plany. To pozwala mi czerpać jakąś satysfakcję z rozwoju mimo wszystkiego. Nie wpadam w panikę, że nie dam rady, a i tak powolutku coś się zmienia, chociaż nie są to spektakularne zmiany. Kurs kończyłam rolami spokoju i pomagania innym jako profesjonalista.

    Z przyjaciółmi założyliśmy dwie grupy. Jedna to grupa wsparcia, która już drugi rok istnieje i pięknie się rozwija. To grupa dla Dorosłych Dzieci Alkoholików i z Rodzin Dysfunkcyjnych DDA/DDD. Serce mi rośnie jak widzę już regularnie uczestniczące osoby, robiące postępy i zmieniające swoje życie. Dla takich chwil warto wysilać się i robić coś bez zapłaty. Sama satysfakcja jest dobrą zapłatą. Wymaga to od nas pewnego wysiłku i dyspozycyjności. Jednak jest nas troje i jak trzeba to jeździmy razem lub pojedynczo, w zależności od okoliczności.  Od czasu do czasu jeśli po grupie mam jakieś nowe refleksje, to dzielę się z Wami na blogu.

    Druga grupa nie ma jeszcze roku, powstała we wrześniu. To grupa sportowo medytacyjna. Mamy troje prowadzących treningi tai chi na zmianę, a ja prowadzę trening uważności. Na tę grupę to czekam cały tydzień bo to jest coś, co trzymało mnie przy zdrowych zmysłach od śmierci syna. Łagodny ruch, wysiłek, uważność pozwalają mi redukować skutki stresu, ładować akumulatory, rozluźniać się i utrzymywać sprawność. Ponadto zarówno w pierwszej jak i w drugiej grupie panuje przyjazna atmosfera. Zawsze wracam w dobrym nastroju i z uczuciem zaspokojenia kilku potrzeb jednocześnie.

    Przed śmiercią syna uczestniczyłam w treningach u tego samego trenera co syn. I w pierwszych miesiącach po pogrzebie czułam duże wsparcie i życzliwość z jego strony. Jednak po pół roku na wskutek choroby nieoczekiwanie trener nasz zapadł w śpiączkę, w której pozostawał dwa lata i zmarł. To był cios dla nas a dla  mnie szczególnie. Nie mogłam się z tym pogodzić. Spotykaliśmy się w różnych miejscach i okolicznościach by ćwiczyć to, czego nauczyliśmy się przez wszystkie lata treningów. Przez jakiś czas chodziłam do innego nauczyciela, jednak brakowało mi naszego tai chi. W końcu chyba wymodliliśmy te treningi i okazało się, że w tym samym miejscu jest Szkoła Sztuk Walki i że możemy się do nich przyłączyć i ćwiczyć w tej samej sali co przedtem. Niczego nam już więcej nie było potrzeba. Zaczynałyśmy we dwie z przyjaciółką a z czasem dołączył do nas jeden kolega, potem drugi, potem koleżanka dołączyła. Przychodzą też nowe osoby i dobrze się bawimy, robiąc to , co sprawia nam radość.

    Od dwóch lat pracuję też w przychodni NFZ jako psycholog i ta praca daje mi również wiele satysfakcji i jest zachętą do dalszego rozwoju.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.