Części składowe rozwoju duchowego w ujęciu programu dwunastu kroków

    Przyjmuje się, że w rozwoju duchowym niezbędne są dwa czynniki, mianowicie:

1. Właściwy stosunek do siebie

2. Właściwy stosunek do tego co nas otacza (Siła Wyższa, przyroda, ludzie, zwierzęta, itp.)

Ad. 1

    Każdego człowieka nurtuje to, kim jest, po co się urodził, jakie ma zadania do wykonania w życiu, jakimi wartościami się kieruje w swoim życiu? Ta wiedza kształtuje tzw. kręgosłup moralny, jeżeli ma się dostęp do niej.  Żyjąc we współuzależnieniu lub uzależnieniu, ulegając różnym kompulsjom tracimy go lub ulega on znacznej erozji. Zdrowiejąc na programie powoli go odbudowujemy. Zdrowy kręgosłup moralny jest jak busola, która prowadzi nas przez życie i ułatwia podejmowanie rozsądnych i dojrzałych decyzji i bycie w zgodzie z sobą. Każdy ma swoje wartości i dobrze jest być ich świadomym. Zazwyczaj są to: rodzina, przyjaźń, trzeźwe myślenie, miłość, praca, uczciwość, zdrowie, szczerość, rozwój, integralność, przynależność, wspólnotowość, sens życia itp.

Rodzina 

    Na ogół ta wartość jest podawana jako najważniejsza i rzeczywiście zdecydowana większość ludzi tak deklaruje. Dorastając w dysfunkcyjnym domu bardzo dużą wagę przywiązywałam do tego, by była ona scalona. Zajmując się problemami, które należały do dorosłych powoli wchodziłam we współuzależnienie, a jednocześnie nabywałam licznych umiejętności nie będąc długo tego świadoma. Rola bohatera rodzinnego stawia wysoko poprzeczkę i cały czas starałam się jej dorównać. Marzyłam o swojej idealnej rodzinie i nabywałam różnych umiejętności, które przygotowywały mnie do roli matki i żony. Myślałam, że perfekcjonizm jest zaletą i robiłam wszystko, by być znakomitą w tych rolach. Niestety współuzależnienie powoduje odcięcie się od siebie i nie prowadzi w dobrym kierunku. Rodzinę założyłam i byłam w tym tak dobra, że męża traktowałam jak nieudolne dziecko i sama perfekcyjnie o wszystko chciałam zadbać. Robiłam to tak doskonale, że dla męża nie starczało miejsca i zadań do wykonania i oczywiście jak w wyścigu szczurów musiałam być wciąż lepsza i lepsza. Mąż nie miał większych szans i jego picie było poniekąd ucieczką przede mną i moim perfekcjonizmem.

    O wychodzeniu ze współuzależnienia pisałam na początku bloga i nie będę tego powtarzać. Zainteresowanych odsyłam do lektury, gdzie opisuję proces terapeutyczny dla żon alkoholików. Rodzina nadal była i jest ważna, ale zmieniło się moje podejście do niej. Nie jestem już tą najważniejszą, tylko rodzina jest najważniejsza jako system. Uznanie Siły Wyższej pozwoliło mi zejść z piedestału i przestać uczestniczyć w niekończącym się wyścigu po wyimaginowaną doskonałość. Oddanie kierownictwa Sile Wyższej uczyniło mnie szczęśliwszą i mniej zmęczoną. O dziwo świat się nie zawalił, a inni członkowie rodziny włączyli się ochoczo do wielu prac.

    Musiałam też wybić sobie z głowy pomysł, że dzieci są moją własnością, podobnie jak i mąż. Moje pomysły na ich życie nie sprawdzały się, na szczęście potrafiły same o to zadbać i nie ulegały moim zapędom, by o wszystkim decydować. Rodzina stanowi dla mnie system naczyń połączonych gdzie każdy odgrywa ważną rolę. Jest hierarchia ważności i starszym należy się szacunek, jednak nie mają oni prawa decydować o życiu dzieci gdy te dorosną. I dotyczy to zarówno moich rodziców, jak i mnie jako rodzica. Widzę już, że moja rola rodzica już się skończyła dawno w przypadku starszych dzieci a w przypadku najmłodszego stało się to nieoczekiwanie i w tragicznych okolicznościach.

    Obecną rolą, której wciąż się uczę jest rola babci kilkorga wnuków. Bardzo dbam o to by nie wchodzić we współuzależnienie, które jest gotowe dać o sobie znać, gdy tylko na to pozwolę. Rodzina zmienia się z czasem i nasze role w niej też. To wymaga ode mnie ciągłego rozwoju i uczenia się wykonywania nowych zadań. Już nie jestem matką wychowującą dzieci i moje zadania w rodzinie się zmieniają. Bardzo mnie to cieszy, bo nie czuje się tak obciążona i mam przestrzeń do dalszego rozwoju.

c.d.n

Duchowość w ujęciu programu dwunastu kroków

    Ostatnio częściej niż w ostatnich latach bywam na mitingach DDA/DDD a nawet zdarzyło mi się prowadzić warsztaty z duchowości i pomyślałam, że to zbyt ważny aspekt zdrowienia by go pominąć. Wielu przychodząc pierwszy raz na miting słysząc o programie duchowym zaczyna się zniechęcać na wstępie, nie słuchając co z tym się wiąże. Duchowość często mylona jest z religią, a to wielki błąd. Czym zatem jest owa duchowość? Kto czyta mojego bloga od początku to zapewne kojarzy wpisy o praktyce uważności i jej wpływie na dobrostan człowieka. To w skrócie można nazwać duchowością w ujęciu zdrowienia z uzależnienia bądź współuzależnienia.

    To może najpierw czym nie jest duchowość, by uspokoić osoby nie praktykujące żadnej religii bądź nie będący katolikami. Otóż wspólnota DDA/DDD bardzo stara się zachować neutralność pod tym względem i nie wiązać programu duchowego z żadnymi praktykami religijnymi, a nawet stara się wybierać miejsca do spotkań na terenach jak najbardziej neutralnych typu: szkoły, MOPS-y, GOPS-y itp. Program duchowy nie wiąże się w żadnym wypadku z chodzeniem do kościoła czy jakiejkolwiek świątyni i na pielgrzymki, spowiadaniem się czy też przyjęciem chrześcijańskiego lub innego światopoglądu.

    Czym zatem jest duchowość z perspektywy programu dwunastu kroków? O tym postaram się pisać w najbliższych postach. Mnie osobiście bardzo pomogło to spojrzenie uporządkować swoją relację z moją Siłą Wyższą, jakkolwiek ją pojmuję. Jak zaczęłam przed laty chodzić na mitingi byłam osobą gorliwie praktykującą w obrębie swojej religii i bardzo mi odpowiadało to neutralne podejście. Po jakimś czasie zaczęłam odróżniać duchowość od religijności i dzisiaj to są dla  mnie dwa odległe światy. Przede wszystkim tak rozumiana duchowość pomaga odbudować lub zacząć budować zdrowe relacje międzyludzkie, poczucie własnej wartości połączone ze zdrową samoakceptacją. Sprzyja nawiązaniu bądź zacieśnieniu relacji ze swoją Siłą Wyższą, a co za tym idzie, odkryciem swoich talentów, zamiłowań i hobby połączonych z entuzjazmem, pasją i radością życia. Zdrowiejąc na tym programie przemieniamy się w wielu obszarach, zmianie ulega zarówno myślenie, osobowość jak i podejście do życia.

    Rozwój duchowy umożliwia w końcu osiąganie dojrzałości poprzez zauważenie swoich potrzeb i ustalenie zdrowej ich hierarchii. Można wyjść poza te podstawowe i dostrzec potrzeby wyższego rzędu takie jak poczucie piękna i dobra, kontaktu z przyrodą, samorozwoju, autoekspresji, poczucia sprawczości i wpływu na swoje życie, komfortu, dobrostanu zarówno fizycznego jak i emocjonalnego, inspiracji, wyzwań, akceptacji, zaufania i miłości. Znajduje to odzwierciedlenie w entuzjastycznym rozwoju poprzez miłość, zapał i nadzieję. Relacje z ludźmi, rzeczami i otaczającym światem nabierają nowej jakości. Życie staje się celowe i nabiera wartości dzięki rosnącej każdego dnia świadomości. Udział w programie pozwala na poszerzenie światopoglądu i zdobycie nowych lub innych niż dotychczas kompetencji intelektualnych do rozumienia siebie i świata.

    Tak naprawdę, dzięki tak pojmowanej duchowości możesz nauczyć się kierować własną uwagę na swoje wnętrze i zacząć je eksplorować w kierunku samopoznania i dalszego, świadomego rozwoju. Zaczynasz odróżniać co jest twoją drogą, a co manipulacją ze strony innych. Stajesz się panem swojego losu i uczysz się krok po kroku decydować o swoim życiu, cieszyć się nim i brać za nie odpowiedzialność. Jednak jest to tylko i wyłącznie odpowiedzialność za swoje sprawy, a nie wszystkich dookoła oprócz siebie. Uwalniasz się od poczucia winy i przestajesz to postrzegać jako egoizm, a zaczynasz rozumieć, że to powinność zadbać o siebie i rozwinąć swój potencjał by stać się wartościową jednostką, która świadomie daje innym to co ma wartościowego, a nie jest nieustannie wykorzystywana do cudzych celów.

    Stopniowo przestajesz potrzebować nauczycieli, organizacji, guru czy mentorów, przywódców, którzy muszą mówić ci jak masz żyć. Zaczynasz czuć i wiedzieć i być w harmonii ze sobą i otaczającym cię światem. Tak rodzi się samoświadomość i wiedza o otaczającym cię świecie i twoich powiązaniach z nim. Zaczynasz stawać się swoim mistrzem, który doskonale rozumie swoje powiązania z otoczeniem i Siłą Wyższą jakkolwiek ją pojmujesz. Zaczynasz też czuć podłączenie do źródła energii i uczysz się z niej korzystać, by mieć jej pod dostatkiem do realizacji swoich celów i przedsięwzięć. Zapełniasz wartościową treścią dotychczasową pustkę. Żyjesz pełnią życia.

Akceptacja

    Po dwóch latach rozpoczęłam roczny kurs z ustawieniami Re – wizja. Z jednej strony uczyłam się czegoś nowego, a z drugiej uczestniczyłam w grupie rozwojowej. Po jakimś czasie zauważyłam, że nie mam ochoty na żadną naukę, tylko na przeżywanie.  To było idealne miejsce. Wcześniej opisywałam ze szczegółami różne ustawienia. W kontekście żałoby miało to dla mnie szczególne znaczenie. Terapeuta prowadzący dawał duże poczucie bezpieczeństwa i to było dla mnie najważniejsze.

    Po rożnych rolach pokazujących rozpacz, przyszła kolej na siłaczki, a potem na dzieci. Przez dość długi czas czułam się jak dziecko pozwalając innym zaopiekować się sobą i samej też będąc wobec siebie bardziej wyrozumiałą. Przestałam od siebie nieustannie wymagać jakiegoś postępu. Zostawiłam wszystko tak, jak jest. Wcześniejsze uczestnictwo w medytacjach pomagało mi utrzymywać dystans. Tak naprawdę przez długi czas nie miałam dość energii na wiele spraw. Żałoba nauczyła mnie, że można inaczej. Żyję wolniej i dokładniej. Czerpię radość i energię z drobiazgów i chwil. Nie rzucam się z motyką na słońce, tylko małymi kroczkami sukcesywnie realizuję swoje plany. To pozwala mi czerpać jakąś satysfakcję z rozwoju mimo wszystkiego. Nie wpadam w panikę, że nie dam rady, a i tak powolutku coś się zmienia, chociaż nie są to spektakularne zmiany. Kurs kończyłam rolami spokoju i pomagania innym jako profesjonalista.

    Z przyjaciółmi założyliśmy dwie grupy. Jedna to grupa wsparcia, która już drugi rok istnieje i pięknie się rozwija. To grupa dla Dorosłych Dzieci Alkoholików i z Rodzin Dysfunkcyjnych DDA/DDD. Serce mi rośnie jak widzę już regularnie uczestniczące osoby, robiące postępy i zmieniające swoje życie. Dla takich chwil warto wysilać się i robić coś bez zapłaty. Sama satysfakcja jest dobrą zapłatą. Wymaga to od nas pewnego wysiłku i dyspozycyjności. Jednak jest nas troje i jak trzeba to jeździmy razem lub pojedynczo, w zależności od okoliczności.  Od czasu do czasu jeśli po grupie mam jakieś nowe refleksje, to dzielę się z Wami na blogu.

    Druga grupa nie ma jeszcze roku, powstała we wrześniu. To grupa sportowo medytacyjna. Mamy troje prowadzących treningi tai chi na zmianę, a ja prowadzę trening uważności. Na tę grupę to czekam cały tydzień bo to jest coś, co trzymało mnie przy zdrowych zmysłach od śmierci syna. Łagodny ruch, wysiłek, uważność pozwalają mi redukować skutki stresu, ładować akumulatory, rozluźniać się i utrzymywać sprawność. Ponadto zarówno w pierwszej jak i w drugiej grupie panuje przyjazna atmosfera. Zawsze wracam w dobrym nastroju i z uczuciem zaspokojenia kilku potrzeb jednocześnie.

    Przed śmiercią syna uczestniczyłam w treningach u tego samego trenera co syn. I w pierwszych miesiącach po pogrzebie czułam duże wsparcie i życzliwość z jego strony. Jednak po pół roku na wskutek choroby nieoczekiwanie trener nasz zapadł w śpiączkę, w której pozostawał dwa lata i zmarł. To był cios dla nas a dla  mnie szczególnie. Nie mogłam się z tym pogodzić. Spotykaliśmy się w różnych miejscach i okolicznościach by ćwiczyć to, czego nauczyliśmy się przez wszystkie lata treningów. Przez jakiś czas chodziłam do innego nauczyciela, jednak brakowało mi naszego tai chi. W końcu chyba wymodliliśmy te treningi i okazało się, że w tym samym miejscu jest Szkoła Sztuk Walki i że możemy się do nich przyłączyć i ćwiczyć w tej samej sali co przedtem. Niczego nam już więcej nie było potrzeba. Zaczynałyśmy we dwie z przyjaciółką a z czasem dołączył do nas jeden kolega, potem drugi, potem koleżanka dołączyła. Przychodzą też nowe osoby i dobrze się bawimy, robiąc to , co sprawia nam radość.

    Od dwóch lat pracuję też w przychodni NFZ jako psycholog i ta praca daje mi również wiele satysfakcji i jest zachętą do dalszego rozwoju.