Zamrożone emocje

    Jakiś czas temu odwiedziłam zaprzyjaźnioną grupę wsparcia DDA/DDD (dorosłe dzieci alkoholika/ dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych), która istnieje od roku i pięknie się rozwija. Cieszę się widząc, że pojawiają się osoby gotowe korzystać z programu dwunastu kroków, a także mają już jakieś oczekiwania. Tym razem analizowaliśmy trzecią tradycję i padła propozycja, by robić to regularnie. Pierwszy raz trafiłam na taki miting i bardzo mnie zainspirował by coś o tym napisać.

    Trzecia tradycja brzmi:

Jedynym warunkiem członkostwa w DDA jest pragnienie uzdrowienia ze skutków dorastania w alkoholowej lub innej rodzinie dysfunkcyjnej.

    Jakie to dobre i ważne, że podczas przyjmowania nowych członków wspólnoty DDA nie ma żadnej ankiety, selekcji, warunków przyjęcia. Każdy może z tego programu korzystać, jeżeli chce zmiany na lepsze w swoim życiu. Przychodząc pierwszy raz miałam dobre doświadczenia z grupa terapeutyczną i z ufnością podchodziłam do mitingów. Jednak z czasem zdarzało się, że ktoś bardziej lub mniej mi pasował. Na szczęście nie ode mnie zależy kto na mitingi przychodzi, bo dzięki temu poznałam mnóstwo ludzi, których w swoim otoczeniu nie miałabym szans spotkać. Były to osoby zaburzone psychicznie, homoseksualne, różnych wyznań, przemocowe, uległe, pracowite do bólu i leniwe do bólu, osoby ze świata naukowego i przestępczego. Wszystkich łączył jeden mianownik: chciały zmiany w swoim życiu. Odczuwały niemoc w swoich przyzwyczajeniach, a nie potrafiły ich zmienić.

    Jakie mam korzyści z takich kontaktów? Uczyłam się nie oceniać, tylko słuchać i przyjmować, że każdy ma swoją perspektywę i subiektywny odbiór rzeczywistości. Ja też mogłam zawsze mówić to, co było dla mnie ważne i zostałam wysłuchana bez komentarza. Często dostawałam wsparcie gdy ktoś inny miał podobne doświadczenie i dzielił się nim ze mną bez udzielania rad. Tym sposobem dostawałam od tych, których mogłabym wyeliminować z grupy gdybym kierowała się swoimi preferencjami. Od mężczyzn dostawałam najwięcej i było to dla mnie cenne. Nawet jak któryś próbował przekroczyć moje granice żartując sobie ze mnie, lub próbując podważyć moją godność, to potrafiłam postawić granicę, gdyż czułam siłę grupy i  zasad obowiązujących na mitingach. To cenne doświadczenie, którego nie miałabym gdyby członków selekcjonowano.

    Na mitingu mówiącym o trzeciej tradycji było też zadanie, by przyjrzeć się cechom DDA (pisałam o nich we wcześniejszych postach) i wybrać trzy, które nam doskwierają w życiu. Moją uwagę przyciągnęła cecha mówiąca o zamrożeniu uczuć. To jeden ze sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami w dzieciństwie. By nie odczuwać nadmiaru wstydu, bólu, upokorzenia, gniewu lub smutku dziecko uczy się zamrażać te uczucia. Jeżeli sytuacja powtarza się często, to zamrożenie jest silne i niemal permanentnie odcina od czucia. To wygodny mechanizm, ratujący przed szaleństwem, jednak jeżeli wchodzimy z nim w dorosłe życie nie mając świadomości jego istnienia, szykujemy sobie kłopoty. Dlaczego?

    Otóż zamrażając uczucia niechciane zamrażamy także te pożądane. Wraz ze wstydem można zamrozić ciekawość, spontaniczność i potrzebę wyrażania siebie. Wraz ze złością i gniewem, radość życia, ekscytację i poczucie szczęścia. Mrożąc smutek, tracimy zdolność do głębszych refleksji nad życiem, a tym samym do doceniania piękna życia. Wszystkie emocje są nam potrzebne, by móc doświadczać życia w pełni ze wszystkimi jego aspektami. Podczas tego mitingu przypomniałam sobie jak mój strach, wstyd, żal i smutek zostały rozmrożone podczas terapii pogłębionej. Ile miałam do wypłakania łez. O tym też już pisałam. Teraz jednak widzę z perspektywy czasu i późniejszych doświadczeń, jakim to było dobrodziejstwem.

    Dziś wiem, że gdyby nie to rozmrożenie, to po stracie syna mogłoby być dużo gorzej. To działa trochę jak tama, która powstrzymuje napór wód dopóty, dopóki wytrzymuje jej konstrukcja. Moja tama została nauczona jak przepuszczać nadmiar wód, by nie zostać zerwaną. Gdyby nie to, to wody łez zalałyby nie tylko moją tamę ale i całą okolicę, czyli moją rodzinę. Dzięki temu, że mogłam wcześniej opłakać swoje dzieciństwo, a właściwie swoje subiektywne poczucie krzywdy, bo to, co dla mnie było krzywdą, to dla mojego rodzeństwa bywało nagrodą lub wyróżnieniem. Dzisiaj już to rozróżniam, jednak dopóki nie wypłakałam tego żalu, to moje wewnętrzne dziecko było nieutulone i nieszczęśliwe. Dzięki  wylaniu łez zaległych i zamrożonych byłam wolna od przeszłości w momencie, gdy dotknęła mnie tragedia. Mając czyste konto i wolną przestrzeń psychiczną mogłam skupić się tylko na przeżywaniu jednej straty. To mnie uchroniło przed szaleństwem. Miałam tego świadomość przeżywając żal po stracie syna i jednocześnie przeżywałam rozpacz i ulgę, że jestem wolna od przeszłości, bo widziałam, że nie udźwignęłabym tych dwóch ciężarów.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.