Dziedziczenie stresu?

    Mój lęk przed mówieniem po angielsku bardzo mnie frapuje. To nie jest taki sobie zwykły lęk, takie już potrafię pokonywać. Z tym też sobie poradzę, jednak pomyślałam sobie, że jest to dobra okazja by na sobie popracować terapeutycznie. Umówiłam się z moim guru od ustawień systemowych w nadziei, że czegoś się dowiem.

    Jakiś czas temu natknęłam się na artykuł o epigenetyce (jest dostępny na mojej stronie na fb Strefa Rozwoju Wioletta Lakowska), i z niego wynika to, czego już dowiedziałam się na ustawieniach, mianowicie przychodzimy na świat ze sporym bagażem doświadczeń emocjonalnych poprzednich pokoleń. Nie przypuszczałam by to dotyczyło mnie jakoś szczególnie, aczkolwiek w trakcie rocznego kursu ustawień wiele razy uczestniczyłam w tajemniczych ustawieniach, wybierana na przedstawiciela. Widziałam niejednokrotnie jak dawne historie przodków mocno komplikowały życie uczestnikom ustawień, szukających zrozumienia i rozwiązania swoich problemów. Postanowiłam przyjrzeć się swojemu lękowi razem z terapeutą.

    Opowiedziałam mu dokładnie jak dopadł mnie nieoczekiwanie, bez ostrzeżenia i sponiewierał jak niebożę. Terapeuta słuchał, a ja tłumaczyłam, że przy nauce rosyjskiego czy niemieckiego nie miałam takich reakcji a on, że tu nie chodzi o język, bo przecież podobnie miałam na studiach na zajęciach ze statystyki. Wtedy też odczuwałam swoisty „paraliż umysłu” i miałam migreny po każdych zajęciach, dopóki nie poczułam, że mam jakąś kontrolę nad sytuacją. Sam kontakt z angielskim też nie wpływa tak na mnie, bo wielokrotnie byłam „zanurzona” niejako w otoczeniu, gdzie mówi się tylko po angielsku i mogłam jakoś funkcjonować bez tak silnych reakcji lękowych. Więc rzeczywiście nie chodzi tu o język. Więc o co do cholery chodzi? Pytał mnie o różne rzeczy, ale to wszystko już jest poukładane na poprzednich terapiach. W pewnym momencie mówi, zamknij oczy…

    Wykonałam posłusznie polecenie. Co widzisz? Pyta. Nic nie widzę, ale mam natychmiast skojarzenie i myślę o małej dziewczynce siedzącej w kucki w rogu wiejskiej chaty. Pomyślałam o swoim wczesnym dzieciństwie gdy jeździłam do babci na wieś i powiedziałam mu o tym, a on odrzekł bym nie podążała za tym tropem, bo może nie chodzi o mnie. Porzuciłam tę myśl i wróciłam do wyobrażenia dziewczynki. Zapytał jak wygląda. Miała około ośmiu lat i była ubrana w ciemne, prawie czarne ubrania, a na głowie miała czarną  chustkę. Bardzo się bała, siedziała przerażona w kącie pustego pokoju w opuszczonej wiejskiej chacie. Zapytał z czym mi się to kojarzy. To wyglądało mi na sierotę opuszczoną lub zagubioną w czasie wojny. Miała ciemne włosy i duże ciemne oczy i była sparaliżowana strachem. Nagle zapytał gdzie są jej rodzice? Ze zdziwieniem odpowiedziałam niemalże natychmiast, że są w dużym mieście i idą ulicą. Są eleganckimi ludźmi, oboje mają na sobie płaszcze i kapelusze. Są młodzi, ładni i rozmawiają ze sobą beztrosko. Wtem uderzyło mnie to ich dobre samopoczucie i rozpłakałam się mówiąc, że ich nic nie obchodzi co dzieje się z ich córeczką. Byłam wstrząśnięta. Terapeuta powiedział, że nie może otworzyć oczu, ja podobnie i zdałam sobie sprawę, że trzymam rękę na oku, które boli mnie gdy mam migrenę.

    Na tym skończyliśmy, okazuje się, że jest we mnie jakaś tajemnicza historia, której nie rozumiem. Nie wiem nic o takiej historii w mojej rodzinie. Natomiast przypomniałam sobie silną reakcję podczas wycieczki do obozu koncentracyjnego. Po przekroczeniu bramy czułam jakiś ciężar na plecach a jak przewodnik zaczął opowiadać w jaki sposób pozbawiano ludzi tożsamości goląc im głowy, dając jednakowy ubiór i nadając numer, rozpłakałam się i nie mogłam się uspokoić do końca wycieczki. To było dla mnie i towarzyszącego mi męża duże zaskoczenie, gdyż w tamtych czasach nie zdarzało mi się płakać, a co dopiero na wycieczce. Od tamtego czasu wiem, że obozy koncentracyjne nie są dla mnie do zwiedzania. To było bardzo silne przeżycie.

    Podobne zareagowałam na książkę Grossa „Strach” o pogromie Żydów po wojnie. Przy drugim rozdziale zaczęłam płakać i nie mogłam dalej czytać, musiałam oddać ją nie przeczytaną. To zagadkowe dla  mnie wydarzenia i nie wiem co je łączy, oprócz silnej reakcji emocjonalnej płynącej z mojego ciała a nie z głowy. Nie mam żadnej wiedzy na ten temat tylko silne reakcje. Jest tak jak powiedział terapeuta, tajemnica. Nie będę się nią zajmować bo nie dotyczy mnie tylko jakiejś historii i nawet nie wiem czyjej. Mogę tylko głowę pochylić nad poplątaną historią naszego narodu i krzywdami, których podczas wojny doświadczali mieszkańcy naszego kraju. Ciekawe, że nie lubiłam uczyć się historii w szkole, a ona jakoś mnie dotyka. Nie rozumiem tego, ale czuję żal i smutek, że tak się działo. Moi rodzice urodzili się w czasie wojny, więc żadne z nich nie mogło mieć wtedy około ośmiu lat. Tajemnica…

   Angielski mam zamiar kontynuować. Co będzie? Zobaczymy.

The following two tabs change content below.

2 Komentarze

  1. Musze przyznac pieknie wygladasz na zdjeciu.

    Rozumiem trudnosc jesli tyczy sie holokaustu. Ja piszesz prace czy czytajac zawsze plakalam. Ale w moim przypadku to bardziej z poczucia winny w relacjach domowych. Mam nadzieje ze odwiedze Oswiecim kiedys, kiedy bede silniejsza.

    • Dzięki Magdo za komplement.
      Chore poczucie winy już dawno mnie opuściło podobnie jak toksyczny wstyd, w procesie terapeutycznym. W tym przypadku jest inaczej i znacznie silniej i nadal tego nie rozumiem. Akceptuje to, gdyż nie muszę i nie chcę wszystkiego wiedzieć i rozumieć.
      Co do obozu, to nie był Oświęcim tylko znacznie mniejszy Stutthof, w Oświęcimiu przejeżdżałam wzdłuż bram obozu i wiedziałam, że nie ma takiej opcji bym tam weszła.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.