Drugie starcie

Przez cały tydzień chodziłam wokół podręcznika jak pies wokół jeża. Przemogłam się jednak i powtórzyłam zadany materiał. Poczytałam i byłam zdecydowana iść na następne zajęcia. Na poziomie intelektualnym wszystko wiem, jak należy się uczyć, by zapamiętywać. Stosowałam już różne techniki z powodzeniem przez pięć lat studiów. W przypadku statystyki nie miałam motywacji wewnętrznej by tego się uczyć, gdyż nie interesuje mnie to i nie potrzebuję do swojej pracy, jednak by studiować, musiałam ten przedmiot zaliczyć. W przypadku prawa jazdy nie interesowało mnie to i nie lubiłam tego, jednak miałam motywację zewnętrzną gdyż potrzebowałam prawa jazdy by stać się niezależną.

W przypadku języka angielskiego mam motywację wewnętrzną. Chcę i potrzebuję a moja reakcja na każdą próbę nauki tego języka jest dla mnie zagadką i nie rozumiem tego. Nie miałam takich reakcji gdy uczyłam się w szkole języka rosyjskiego i niemieckiego. Faktem jest, że nie mam jakichś specjalnych zdolności językowych ale też nie powodowało to aż tak silnego ataku lęku. Było to tak nagłe, że nie zdążyłam temu zapobiec. Czy zdarzyło się ci kiedyś coś takiego?

Na drugie zajęcia przygotowywałam się cały tydzień i byłam zdecydowana iść na nie. Jednak jak przyszedł ten dzień, nagle znajoma zadzwoniła bym coś jej kupiła w sklepie. Ponieważ było to ważne, więc ochoczo poszłam do sklepu i już sobie zaczęłam w głowie układać, że pewnie nie zdążę i sobie odpuściłam. Jednak po zaniesieniu jej zakupów i wyjściu z domu stwierdziłam, że raptem dwie minuty mogę się spóźnić i postanowiłam pójść. Tym razem grupa była mała, oprócz mnie trzy osoby, również początkujące. Nauczycielki jeszcze nie było, więc nie spóźniłam się. Lekcja przebiegała w spokoju i obeszło się bez sensacji. Z podziwem patrzyłam na panie skrupulatnie przygotowane, robiące notatki i pilnie notujące wszystkie uwagi nauczycielki i pytające się bez oporu, jeżeli czegoś nie rozumieją. Ja mam opór przed zaangażowaniem, robię tylko to co jest zadane ale i tak dobrze, że bez ataku lęku.

Po zajęciach wróciłam do domu i do wieczora nic się nie działo, tym razem bez skurczu karku i migreny na następny dzień. Tym razem nie pozwoliłam sobie na żadną „genialną” myśl, która byłaby źródłem lęku. To jednak nie koniec, tym razem grupa była mała a następnym razem może nie być tak komfortowo. jestem jednak zdeterminowana pokonać ten lęk i traktuję to jako zadanie priorytetowe, gdyż jeżeli tego nie zrobię to potwór wyhodowany w mojej głowie będzie miał nade mną władzę już zawsze. A ja lubię czuć się wolna.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

4 Komentarze

  1. Ciekawe sprawa. Tez mialam leki przed jezykem ale kazdym. Dopiero wyjazd do pracy do Anglii pomogl. W moim przypadku jest duza presja ze strony rodziny od dziecka. Bylam porownywana i krytykowana jesli nie mialam 5 i 6. A ja jestem 4 uczenica. A takze publiczne upokarzanie mnie tez wplynelo na brak wiary w siebie. Co teraz utrudnia mi zycie. Odbudowa wiary w siebie zajmuje czas. Tak jak nauka jezyka. Moze o to chodzi w twoim przypadku. Choc pamietam ze sie dobrze uczylas.

  2. To jest dla mnie niejasne, bo ta reakcja występuje tylko w przypadku języka angielskiego i gdy mam publicznie coś powiedzieć. W mniejszym gronie nic się nie działo, jak ćwiczę z wnukami i powtarzam zwroty czy słówka też nic się nie dzieje. Pamiętam, że jak byłam małą dziewczynką to zaczęłam naukę języka w miejscowym domu kultury i nie wiem dlaczego to się skończyło. W mojej pamięci przechowuję tylko jedne, pierwsze zajęcia. Nie chcę tworzyć fałszywych wspomnień i dorabiać historię, to jedyny ślad z angielskim w tle z mojej przeszłości, który pamiętam. Ta reakcja lękowa ma niewątpliwie związek ze wstydem przed ośmieszeniem, więc może coś takiego przeżyłam. To jednak nie ma znaczenia, bo ważniejsze jest to, że chcę to zmienić i jedynym sposobem jest w chodzić w ten lęk z pełną świadomością i z zastosowaniem uważności na ciało i oddech. Mam okazję przećwiczyć na sobie jak to działa. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam :)

  3. Mi zdarzało się bardzo często, przez dłuższą część dziecięcego i dorosłego życia że nagła fala wstydu i strachu zamykała mi usta i odcinała rozum. W chwili kiedy mogłam spełnić jakieś moje pragnienie/ marzenie a okoliczności były wprost wymarzone, nagle się wycofywałam z paniką. Dokładnie pamiętam odgłos bicia własnego serca w uszach i ciasne gardło przez które nie chciało przejść powietrze które temu towarzyszyły, świst w głowie i odcięcie od myśli, otępienie. Potem straszny żal i smutek… Znowu beznadziejnie. Więc przestałam, na długo, podejmować kolejne próby. Jak zostałam Mamą i przyglądałam się swojej córce, jak Ona poznaje świat i chyba ” złapałam” o co chodzi: postarać się zrobić krok do przodu pomimo strachu który temu towarzyszy. Do dziś mi to pomaga :)

    • Witaj Slavyo, dzięki za Twój głos na blogu. Cieszę się, że dzielisz się swoim doświadczeniem i tym samym dajesz nadzieję tym, którzy są na początku drogi zdrowienia. Masz rację, że należy wchodzić małymi krokami i robię to nadal. Angielski idzie mi słabo i jest mi głupio z tego powodu, ale już mnie to nie paraliżuje. Postanowiłam chodzić nawet gdy nie daje to efektów. Wczoraj byłam na ostatnich zajęciach przed wakacjami. Potem będę to kontynuować. Tak jak piszesz, jeden mały krok a potem następny bez oczekiwań jakichś konkretnych rezultatów. :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.