Poskromienie potwora

    Temat uzależnień zostawiam na razie w spokoju i chcę pochylić się nad emocją, z którą stykam się często i w obszarach zawodowych i moich osobistych. Z obserwacji na różnych grupach i na swojej terapii a także w kontakcie z pacjentami zauważam jak wielki to kłopot i źródło różnych problemów. Jak myślicie co to za emocja? Pisałam już o wstydzie i poczuciu winy a ta emocja jest z nimi silnie powiązana. Wielu kojarzy się ze strachem, jednak strach jest uczuciem z ciała i jego zadaniem jest ratowanie nam życia. Strach powoduje uruchomienie całej gamy reakcji w naszym organizmie, które mają za zadanie nas przygotować do walki lub ucieczki. Co z nami się dzieje?

    Na wskutek zagrożenia życia, nasze ciało reaguje bezbłędnie, odcinając nas od dywagacji, mędrkowania i filozofowania. Błyskawicznie napinają się mięśnie karku, niemalże odcinając nas od myślenia. Podniesione zostaje ciśnienie krwi, szybciej bije serce, krew krąży szybciej zasilając nasze mięśnie w życiodajny tlen . Często wpadamy w drgawki, trzęsiemy się, zostają opróżnione jelita i pęcherz, niekiedy bezwiednie. Oddech staje się płytki i szybszy. Gruczoły wydzielania wewnętrznego  produkują hormony stresu, przede wszystkim adrenalinę i kortyzol. W strachu człowiek wygląda trochę jak zombi, jest blady, bo krew zasila całe ciało a głowę w znacznie mniejszym stopniu. Działamy jak automaty, w szoku robimy rzeczy, na które nie zdobylibyśmy się normalnie. Jesteśmy znieczuleni na ból i bezrefleksyjni. Taki sposób reagowania na zagrożenie życia, chociaż wydaje się straszny, jest niezbędny i jest ok. Nie ma nad czym się rozwodzić i na to nie mamy wpływu. To mamy w pakiecie z naszym ciałem.

    Więc o czym chcę pisać? Chcę pisać o lęku, który chociaż jest podobny w odczuciach, to wcale nas nie ratuje, tylko utrudnia życie. Czym różni się lęk od strachu? Różnica jest o tyle banalna i prozaiczna, co niemalże nie do uchwycenia dla przeciętnego zjadacza chleba. Jej źródło jest w myślach. To pozornie bez sensu ale tak jest. Nasze myśli mogą być źródłem takich niemalże samych reakcji jak w przypadku strachu.Pisałam o tym też przy okazji praktyki uważności. Teraz chcę zająć się samym lękiem. Dlaczego?

    Bo po raz kolejny utrudnia mi realizację moich planów. Pisałam już jak cierpiałam podczas studiów na zajęciach ze statystyki. Teraz spotkało mnie coś podobnego. Postanowiłam wrócić do nauki języka angielskiego. Zdarza mi się wyjeżdżać za granicę a nie potrafię się komunikować w żadnym języku poza polskim. Jest mi wstyd z tego powodu i każda podróż jest obarczona takim stresem, że nie chce mi się jeździć. Z drugiej strony jest we mnie ogromna ciekawość świata i mam wnuki za granicą, więc są powody by jednak nauczyć się tego.

    Próbę podjęłam jakieś dwa lata temu. Przyjaciółka namówiła mnie na wspólne spotkania z nauczycielką angielskiego w kawiarni, by sobie próbować konwersować. Podeszłam z entuzjazmem i zadowolona, że to może być nawet przyjemne z pożytecznym. Na początku nic nie wskazywało na to, że potwór tylko czai się by mnie dopaść. Nauczycielka pyta co potrafię a ja odpowiadam, że prawie nic i pokazuje mi gazetę i co bym mogła powiedzieć na temat zdjęcia. Ja odpowiadam, że nie potrafię opisywać, więc ona na to czy kolory potrafię nazwać. A ja, że tak i zaczynam wymieniać te, które znam. I nagle jak błyskawica pojawia się myśl: ty przecież nic nie umiesz, przyjaciółka jest na znacznie wyższym poziomie, przecież ci ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach słyszą jak fatalnie mówisz itp. radosna twórczość mojego umysłu. Jaka reakcja?

    Głos coraz cichszy, niemalże zanikający, skurcz karku. Zaczynam się garbić, czuję jak spod pach płyną dwie strużki potu. Jestem przerażona, zaczynam jak dziecko wykręcać palce u rąk. Mówię, że nie dam rady i kończymy bo zaraz wybuchnę płaczem jak dziecko. Nauczycielka zauważyła zmianę na mojej twarzy i przyznała, że nie nadaję się na ten sposób nauki. Umówiłyśmy się na naukę indywidualną. U niej w domu nie miałam takich reakcji ale po dwóch miesiącach musiała wyjechać a ja byłam zaabsorbowana innymi sprawami i sprawa się sama rozeszła po kościach.

    Niedawno prowadziłam warsztat na temat uważności i w tym miejscu pojawiła się możliwość uczestniczenia w bezpłatnej nauce języka angielskiego w niedużej grupie. Pomyślałam, że jest to dobra okazja by ponownie zmierzyć się ze swoim potworem. Tym razem nie było aż tak drastycznie ale też cierpiałam. Po powrocie do domu rozpłakałam się i napięcie puściło. Pod wieczór poczułam silny ból w karku, zostało mi to rozmasowane przez przyjaciół z grupy treningowej. Jednak jak przez najbliższe trzy dni miałam migrenę, to już się wkurzyłam i powiedziałam dość!!! Mam już dość tego!!! Ileż można? Wiem, że to nie będzie łatwe ale wyzywam potwora, który mieszka w mojej głowie na pojedynek…

c.d.n.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.