Joanna D’Arc pociągana za sznurki

    Miałam 25 lat i życie stało przede mną otworem, a ja tego nie widziałam. Moje kompleksy i niska samoocena budowały wokół  mnie wysoki mur. Na tyle wysoki, że nie potrafiłam dostrzec prawdziwego życia, które umykało mi przed nosem.

    Jednym z ważniejszych wydarzeń w tamtym czasie były moje zaręczyny z chłopakiem, dzięki któremu mogłam zmienić środowisko i wyjechać do miasta bardzo odległego od mojego miejsca zamieszkania. Można by rzec, na drugi koniec Polski. Do dziś mam niesmak z tym związany. To był wartościowy chłopak i nie zasłużył na takie potraktowanie. Trochę przyczyniła się do tego moja mama, mówiąc, że nie jest to dla mnie dobra partia. Jednak tak na prawdę, to ja nie byłam w stanie docenić tego chłopaka i rodzące się uczucie między nami. Alkohol skutecznie niweluje uczucia, z tym, że nie tylko te niewygodne jak strach, wstyd, niska samoocena, ale w pakiecie kasuje też uczucia wyższe, w tym także miłość. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam i brnęłam dalej pogrążając się jak w bagnie, w którym im więcej wykonuje się ruchów, tym głębiej wciąga.

    Najgorzej z tamtych czasów wspominam momenty kiedy film mi się urywał. Na drugi dzień czułam niepokój nie mogąc sobie przypomnieć co się wydarzyło i co robiłam. Towarzystwo miałam stałe i liczne, sami imprezowicze. Nie miałam punktu odniesienia, by zauważyć jak daleko zabrnęłam. Spotykamy się co tydzień i powoli mam przesyt. Zaczynam czuć wstręt do alkoholu i obrzydzenie do siebie, mimo to idę na imprezę jak cielę na rzeź. W pracy nadal byłam obowiązkowa ale trzymałam się z tymi, którzy lubią pić. Tracę powoli grunt pod nogami i zaczynają się wydarzać się historie, które zdrowemu człowiekowi dałyby do myślenia już wtedy. Ja jednak byłam jeszcze ślepa.

    Któregoś razu na imprezie szkolnej (tak, były takie czasy w naszym kraju, gdy alkohol piło się także w szkole, wśród nauczycieli, za przyzwoleniem dyrekcji, a nawet za jej aprobatą. Dzisiaj jest to nie do pomyślenia, i całe szczęście), gdzie alkohol lał się strumieniami, wypiłam o wiele za dużo. Samo to jeszcze nie byłoby katastrofą, ale ja naubliżałam dyrektorowi, wygarniając mu bez ogródek wszystko co o nim myślę, a nawet więcej, co myślą o nim inni. Jak wytrzeźwiałam czułam się potwornie. Było mi wstyd i kierując się resztkami przyzwoitości jakie jeszcze we mnie się tliły, poszłam go przeprosić. Było mi strasznie ciężko ale zdobyłam się na ten wysiłek. Ku memu zdziwieniu nie był na mnie zły i uświadomił mi, ze padłam ofiarą manipulacji ze strony jednej z koleżanek z pracy. I on, i inni zauważyli, że dolewała mi potajemnie alkohol i widząc mój pogarszający się stan zaczęła mnie podpuszczać i podjudzać przeciw dyrektorowi. Mówiąc obrazowo, byłam marionetką w jej rękach i zręcznie moim kosztem załatwiła swoje sprawy. Dotarło do mnie wtedy jak łatwo mną manipulować gdy jestem pod wpływem alkoholu. Pomimo iż dyrektor nie miał do mnie żalu, to przeżywałam tę historię bardzo mocno i długo.

    Jednak tak bardzo chciałam być popularna i lubiana, że dawałam się wykorzystywać. Często pozwalałam się wkręcać w różne podobne historie. Jak bojowniczka szłam na wyimaginowane barykady walcząc za sprawę (Bóg jeden raczy wiedzieć za jaką). Czułam się niemalże jak Joanna Darc gotowa ginąć za „ideały”. To oczywiście było chore zachowanie, gdyż niczego nie załatwiało a moja energia była marnotrawiona, a życie do bani i bez sensu. Nadal jednak nie zaniedbywałam obowiązków związanych z pracą. Wciąż zachowywałam umiar i w pracy nie piłam. Do czasu gdy…

c.d.n.

The following two tabs change content below.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.