Powracające depresje

Depresje wracały jak bumerang. Lekarze dawali leki antydepresyjne, brałam je w nadziei, że to ostatni raz, za każdym razem przechodziło i mogłam wrócić do swojej aktywności. Początkowo reagowałam niemocą i ucieczką w sen. Jak zwykle wszystko miałam uporządkowane w głowie i grzecznie jak wzorowa uczennica stosowałam się do zaleceń lekarzy i brałam sumiennie przepisane leki. Co ciekawe nie było przy tym emocji ale wtedy nie zastanawiałam się nad tym. Nie wiedziałam też na jaki temat mam doła. Po prostu depresja przychodziła jak Buka w „Dolinie Muminków” i odchodziła zostawiając mnie na jakiś czas w spokoju. Tak było przez wiele lat ale ostatnimi czasy coś się zmieniło…

Od kilku lat wraca z jakimś tematem. Najczęściej z poczuciem zmarnowanego życia, zaczął się też płacz i ogromne poczucie żalu, że urodziłam się w alkoholowej rodzinie i że niejako zostałam skazana na życie z nałogiem. Potem doszedł żal za stracony czas na życie w nałogu, żal z powodu nie ułożonego życia, braku potomstwa, samotności itd. Po jakimś czasie przechodziło i znowu zaczęłam żyć normalnie. Jednak tym razem poczułam, że coś jednak z tym muszę zrobić.

Zaczęło się od spotkania po latach z koleżankami ze szkoły było miło i zaplanowałyśmy większe spotkanie. Po przyjściu do domu wróciły znów żale i lęki. Gdy zbliżał się dzień spotkania zaszywałam się coraz głębiej w swojej norce by nikt mnie nie znalazł i nie kazał jechać na spotkanie. Wstydziłam się, że nie mam tego wszystkiego co mają moje koleżanki. Chwaliły się swoimi osiągnięciami, rodzinami, dziećmi i wnukami. Czułam się przy nich z powrotem jak nic niewarta dziewczyna, jaką byłam w latach młodości gdy zaczynałam swoją przygodę z alkoholem. Oprócz wspomnień wróciły emocje, dopiero teraz dopuściłam je do siebie. Wtedy sięgałam po alkohol by je zagłuszyć. Teraz przyszedł płacz, który towarzyszył mi przez parę tygodni. Wypłakiwałam swoje dzieciństwo i młodość. Postanowiłam, że jeszcze raz odbędę podróż do przeszłości wehikułem TSR (terapia skoncentrowana na rozwiązaniach).

Jestem zdecydowana zmierzyć się ze swoimi demonami i poznać przy okazji swoje zasoby. Nigdy dotąd tak nie pracowałam, teraz zaczynam poznawać się z innej strony.

Jako pierwsze wspomnienie wzięłam tragiczną dla mnie historię, która tak naprawdę zakończyła moje picie. Byłam młodą zakochaną kobietą, która właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Byłam szczęśliwa przez krótką chwilę gdyż następną nowiną była diagnoza choroby nowotworowej. Jednak nie zagrażało to wstępnie moim planom macierzyńskim. Lekarz prowadzący powiedział, że zrobi wszystko by ratować i mnie i dziecko. Z takim nastawieniem udałam się na operację pełna nadziei i dobrych myśli. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wszystkim jak doszłam do siebie, lekarz poprosił mnie na rozmowę. Okazało się po otwarciu jamy brzusznej, że nie tylko nie ma szans na uratowanie dziecka, ale także mojej macicy. Lekarz powiedział, że mam wszystko co potrzebuję do życia jednak nie mam wystarczająco dużo by dać życie. Przyznał przy tym, że po takiej wiadomości wiele kobiet zaczyna pić i że mam jeszcze druga opcję, że mogę wziąć się w garść i coś pożytecznego zrobić ze swoim życiem.

 

Ponieważ jak już wspomniałam wcześniej, byłam zawsze posłuszną i karną dziewczynką, tak i tym razem dobrze wywiązałam się z zadania i wzięłam się w garść przyjmując fakty do wiadomości. Walnęło mnie obuchem w łeb odkrycie, że niedoszły ojciec utraconego dopiero co dziecka, przychodzi nie do mnie, tylko do sąsiadki. Tego było już za wiele, nie wystarczyło mi już dzielności by udźwignąć tę stratę i upokorzenie. Straciłam chęć do życia i przestałam o siebie dbać i wychodzić z domu. Przeszłam załamanie nerwowe. Z pomocą przyszła moja mama i siostra. Oddałam się grzecznie w ich ręce i przez pół roku pozostawałam pod ich opieką. Wyprowadziłam się do mamy i pozostawałam tam do wyzdrowienia. Znalazłam w międzyczasie grupę wsparcia dla kobiet z podobnymi problemami. Cały czas obwiniałam siebie za to, co się stało, nie widząc nic nadzwyczajnego w tym, że mój partner mnie porzucił. Dopiero terapeutka, któregoś razu nie wytrzymała i wygarnęła: Czy nie przychodzi ci do głowy, ze to po prostu skurwysyn!? Dojrzały mężczyzna tak nie postępuje!! Pierwszy raz wtedy do mnie dotarło, że owszem było coś nie tak, tyle że nie ze mną, a z nim. Ta grupa i opieka rodziny postawiły mnie na nogi.

Ta cała sytuacja mogłaby być dla mnie wyśmienitym powodem lub wymówką do picia. Tak jednak się nie stało. Ja rzeczywiście wzięłam się w garść i od tego wydarzenia zaczęło się moje trzeźwienie. Przez długie lata znakomicie sobie radziłam, jednak to co napisałam na początku, domagało się rozliczenia. Po omówieniu tych wydarzeń, niezwykle bolesnych usłyszałam pytanie: co pomogło mi uporać się z tym wszystkim. Oczywiście widziałam pomoc innych ale siebie w tym wszystkim nie dostrzegałam. Terapeutka uświadomiła mi, że nie wszyscy ludzie dostają tak troskliwą pomoc jakiej doświadczyłam. Widziałam dobro w innych ludziach a nie potrafiłam dostrzec tego w sobie. Z trudem przyznałam, że ja również jestem dobra i chętnie innym pomagam. Cieszyłam się, że mam życzliwe koleżanki nie widząc jednocześnie, że ja również obdarzam je życzliwością. Jak trudno jest dostrzegać w sobie dobro. O swoich wadach i niedociągnięciach mówię z niezwykła lekkością i bez zająknięcia. Wydobyła jeszcze ze mnie przyznanie się, że moim zasobem jest racjonalne i trzeźwe myślenie, które pozwoliło mi wejść na drogę trzeźwienia. Zdrowy kręgosłup moralny i przytomność umysłu okazały się moim zbawieniem. Zapijałam emocje ale nie udało mi się zniszczyć tego zdrowego rdzenia, instynktu samozachowawczego, który nakazywał i nadal nakazuje szukać pomocy gdy sobie nie radzę. Ja rzeczywiście mam ufność i chętnie poddaję się terapii. Ze zdziwieniem zauważyłam, że sporo mam tych zasobów i trzeba by zacząć je zauważać na co dzień. Odkryłam też swoją siłę, którą karmię na mitingach i zasilam wiarą w Siłę Wyższą. Ona naprawdę mi pomaga.

c.d.n.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

2 Komentarze

  1. Wczoraj miałam bardzo długą i pouczającą rozmowę. Potrzebuję tego jak powietrza, jedzenia i picia. Osoba, która stoi z boku i ma czas nas wysłuchać jest dzisiaj bardzo cenna a to dlatego, że stoi z boku i widzi cudze problemy inaczej. Wiem teraz, że muszę pracować nad sobą i ciągle się rozwijać. Wyciągać wnioski z popełnianych błędów. Nie można stać w miejscu a tym bardziej cofać się do tyłu.Życie pędzi do przodu. Trzeba podążać swoją ścieżką. Żyć zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami. Jest to bardzo trudne ale nie niemożliwe.Po coś to życie było nam dane , więc po co je marnować. Trzeba je przeżyć godnie i coś po sobie zostawić. Dobre wspomnienia.Muszę się nauczyć cięeszyć każdym dniem. Przebywać i rozmawiać z ludźmi wartościowymi, mądrymi. Za dużo mówię a za mało słucham. Ciągle gdzieś pędzę. Czas się zatrzymać.
    Chcę już wiosny, ciepłego słoneczka!
    Bociany przylatujcie, skowronki śpiewajcie, trawo rośnij!
    Chcę poczuć ciepły wiatr we włosach!
    Jeszcze trochę!
    Czuję już ten zapach!

    • Witaj NowaJa, gratuluję spostrzeżeń i wniosków. Każdy moment jest dobry do wprowadzenia zmian ale nie zawsze jesteśmy do tego gotowi. Jak mawia stare chińskie przysłowie: gdy uczeń jest gotów, to mistrz się znajdzie. Najwyraźniej Twoja gotowość napotkała stosownego rozmówcę i życzę Ci satysfakcjonującego wzrostu i radosnych chwil w podążaniu ścieżką rozwoju. Ja też już chcę wiosny :) staram się natomiast czerpać radość z tego co jest, mianowicie ze słodkiego lenistwa pod kołderką z ciepłą herbatką, jak przyjdzie wiosna to zacznie się większa aktywność poza domem. Jestem pewna, że masz wokół siebie mądrych ludzi, z którymi będzie ci po drodze. Dziękuję za to, że podzieliłaś się swoimi refleksjami.
      Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.