Co mam z życzliwości?

Dzisiaj chcę opisać dwa wydarzenia, które przypomniały mi się po ostatnich wpisach. Te wydarzenia mają związek z tymi treściami i dotyczą wdzięczności, dawania i jakie z tego są korzyści. Bo niewątpliwie są, tylko muszą być spełnione pewne warunki. Stare jak świat są znane wszystkim niemalże słowa z Biblii: co siejesz to zbierzesz. W innym miejscu tej księgi jest napisane, żeby puszczać chleb na wody płynące, a on okrążywszy ziemię wróci do ciebie we właściwym czasie. Są też znane słowa Jezusa aby czynić drugim tak, jakbym chciała, żeby mi czyniono. Nie jestem osobą religijną i nie o religię mi tu chodzi. Muszę jednak przyznać uczciwie, że studiując psychologię, niejednokrotnie zauważałam, że wiele badań potwierdza proste zasady jakie są zawarte w Biblii. To mądra księga.

Jednak dawanie dawaniu nierówne. Przecież każdy z nas daje w różny sposób, bo tego jesteśmy uczeni od przedszkola, że trzeba się z innymi dzielić. W takiej żyjemy kulturze. Jednak często jesteśmy manipulowani i można mieć poczucie, że zostajemy wykorzystani. Osobiście mam awersję na żebraków. Niejednokrotnie miałam okazję widzieć z boku jak profesjonalnie wykonują swój zawód. Widziałam ślepca  żebrzącego w pociągu, który wysiadłszy z niego cudownie odzyskiwał wzrok. Widziałam paralityka żebrzącego przy głównej ulicy starówki dużego miasta, który na bocznej uliczce mknął niczym rączy jeleń. Tych przykładów jest więcej ale nie o tym chcę pisać. Dwa razy w życiu doświadczyłam czegoś związanego z dawaniem, co mocno odbiło się rezonansem w moim ciele i na zawsze utkwiło w mojej pamięci.

Pierwszy raz to było jakieś siedem lat temu. Przed moim domem na ulicy od jakiegoś czasu widywałam starszą kobietę, która przechodziła obok mojego domu zmierzając zkądś , dokądś. Szła powoli ale płynnie. Nie było w niej nic szczególnego. osoba jak wiele innych. Można powiedzieć o niej staruszka. Któregoś razu przechodząc obok niej zauważyłam, że zatrzymała się na chodniku i z czymś się szamotała. Miała rękę włożona pod płaszcz (była późna jesień) i coś tam poprawiała. Minęłam ją ale po chwili odwróciłam się i coś mnie tknęło, że ona potrzebuje pomocy. Zawróciłam się i zapytałam czy mogę jakoś pomóc? Spojrzała na mnie wzrokiem bezradnego, w którym była prośba o pomoc. Powiedziała coś o spódnicy, więc spojrzałam na nią. Okazało się, że była na gumce, która zsuwała się pani na biodra. Może schudła ostatnimi czasy i była po prostu za duża. Dość, że zsuwając się zaczynała plątać jej się po nogach. Pomogłam jej poprawić tę nieszczęsną spódnicę, tak by mogła dalej swobodnie iść bez ryzyka zaplatania się między nogami, co mogłoby w jej przypadku poskutkować upadkiem. Całe to wydarzenie trwało krócej niż napisanie tego ale do dziś pamiętam jej bezradny wzrok a potem wdzięczność w jej oczach. Ta niekłamana, prawdziwa wdzięczność spowodowała, że poczułam się jakbym wykonała nie wiem jak wielkie dzieło. Byłam pełna radości, szczęścia i energii. Miałam poczucie, że nic nie zrobiłam a dostałam ogromną zapłatę.

W tym czasie studiowałam i na zajęciach z psychologii społecznej rozmawialiśmy o różnych zachowaniach społecznych i opowiedziałam o tym wydarzeniu. Zastanawiałam się co spowodowało, że zatrzymałam się i pomogłam tej kobiecie. Wykładowczyni sugerowała, że mogłam w tej kobiecie widzieć siebie za jakiś czas. Mnie przyszło do głowy, że będąc matką trójki dzieci w naturalny sposób reagowałam na potrzebę. Trochę czułam się jak matka poprawiając jej tą spódnicę. Mam nadzieję, że nie naruszyłam tym jej godności, bo do dzisiaj mam wrażenie, że ja z tej historii wyniosłam więcej niż ona. Czułam przy tym niesamowitą wdzięczność, że mogłam to zrobić i doświadczyć tak silnej fali uczucia szczęścia i zadowolenia. Nigdy więcej tej kobiety nie spotkałam.

Drugie wydarzenie miało miejsce w tym roku jakieś dwa tygodnie temu. Wybrałam się z mężem na wieczorne zakupy do supermarketu niedługo przed jego zamknięciem. Był mroźny wieczór i padał śnieg. Przed wejściem stał człowiek proszący o pomoc. Mój mąż wykonał gest ramieniem bym nie zatrzymywała się i oddzielił mnie od tego człowieka tak, by mnie nie zaczepiał. Rozumiałam jego intencję gdyż często ludzie w ten sposób proszą o pieniądze na alkohol i ten mężczyzna też niewątpliwie miał problem z uzależnieniem od tegoż środka zmieniającego świadomość. Jednak podobnie jak w tamtym przypadku, tak i teraz coś mnie tknęło jak usłyszałam, że on prosi tylko o chleb. Do teraz stają mi łzy w oczach jak o tym myślę. Jeszce dwa tygodnie wcześniej wszyscy żyli świętami i nowym rokiem i chętnie się obdarowywali a teraz przed tym sklepem stał głodny człowiek. Powiedziałam mężowi, że on nie chciał pieniędzy tylko prosił o chleb. Włożyłam go do koszyka i zaproponowałam by wziął coś jeszcze do jedzenia. Wychodząc ze sklepu wręczyłam panu niewielką reklamówkę z produktami żywnościowymi. Nie jestem w stanie opisać tego co się z nim zaczęło dziać. Najpierw był zdumiony i zaskoczony, potem się uśmiechnął, coraz szerzej się uśmiechał. Wsiadaliśmy do samochodu a pan głośno dziękował, życzył nam wszystkiego dobrego, machał do nas ręką na pożegnanie, kłaniał się głęboko w pas. Wierzcie mi to nie był teatr, to była autentyczna wdzięczność i radość, która z niego emanowała jeszcze długo. Ja byłam wzruszona i też czułam wdzięczność i radość. Wieczorem gdy jedliśmy kolację, czułam szczęście, że usłyszałam o co on prosił i do dziś myślę, że nie jadłabym spokojnie wtedy kolacji wiedząc, że ten człowiek był głodny a ja nie dałam mu chleba, o który mnie prosił.

Na pewno macie swoje doświadczenia związane z życzliwością i z radością z tego płynącą. Proszę podzielcie się, niech dobro płynie dalej, nie zatrzymujcie tego dla siebie.

The following two tabs change content below.

Abilaki

Ostatnie wpisy Abilaki (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.